NAPAD(Ł) NA(S) BANK


szystko jest na opak. Kiedyś ludzie rabowali banki, a teraz banki organizują napady na Bogu ducha winnych obywateli.

700 miliardów dolarów, na jakie opiewa budżet planu Paulsona, to całkiem spora suma. Nie zdołałaby tyle zrabować choćby i setka Butchów Cassidy'ch. A to zaledwie część tego, co w światową gospodarkę wpompują rządy państw, tłumacząc się potrzebą ratowania ekonomicznej stabilności przez sponsorowanie instytucji finansowych "zbyt dużych, by upaść".

Cóż, gdyby Bogu miła była zasada "too big to fall", to Ziemię do dziś zamieszkiwałyby dinozaury. Na tym jednak polegają wolny rynek i ewolucja, że Ci, którzy inwestują celnie, skutecznie i rozsądnie wygrywają z tymi, którzy tego nie potrafią. Frank Borman, który zaszedł w życiu daleko, bo aż na orbitę Księżyca, powiedział kiedyś, że "kapitalizm bez bankructwa jest jak chrześcijaństwo bez piekła". Okrutna to prawda, ale zarówno pojedyncze bankructwa, jak i okresowy kryzys potrzebny jest równie mocno, jak ulewa w środku lata. Gospodarka, w której chore komórki nie obumierają, cała skazana jest na śmierć.

Gdyby rynek działał tak, jak to sobie właśnie umyślili współcześni politycy, to wszyscy chodzilibyśmy w lewych butach, mieszkali w lepiankach i jedli hot dogi bez parówek. Dziś zaś grozi nam epoka banków, w których strach trzymać pieniądze. Ogromna finansowa premia dla nieodpowiedzialnych finansistów będzie miała taki skutek, że - zamiast pozwolić zbankrutować looserom - uratuje im tyłki kosztem tych, którzy inwestowali z głową. Rozsądni, uczciwi i odpowiedzialni ludzie zapłacą wyższe podatki i ucierpią na wyższej inflacji, aby lekkomyślnym specjalistom od szemranych interesów nie spadł włos z głowy.

Pamiętacie Państwo bajki La Fontaine'a? A może przypominacie sobie Państwo bajkę o mrówce i koniku polnym?
     "...Pożycz mi, proszę, kilka ziarn żyta;
     Da Bóg doczekać przyszłego zbioru,
     Oddam z procentem - słowo honoru!..."
Choć morał z tej bajki pozostał aktualny, nieaktualny jest już, że się tak wyrażę, mechanizm społeczno-polityczny. Dziś koniki polne, miast żebrać, przepchną przez parlamenty stosowne plany ratunkowe i odkręcą do oporu zawór rurociągu, którym każdego dnia miliony uczciwie zarobione przez pracowitych płyną ku kieszeniom partaczy i próżniaków. Państwo, jak zwykle, będzie dzielnie sponsorować nieudaczników, by potem dziwić się, że ma coraz więcej tego, za co przecież tak hojnie płaci.

felieton "Ja, Kurp..."
październik 2008

Publikacje:
· Wolność i kapitalizm
· Idź pod prąd






© Krzysztof Pochmara 2006-2010